Od Willa do Alice
Ranek wyglądał tak, jak każde. Wstałem przed 8, wygrzebałem się z łóżka i poszedłem od razu do łazienki. Wziąłem prysznic, umyłem zęby i ubrałem się.


Ogarnąłem włosy z porannego nieładu i poszedłem do kuchni, zjadłem płatki i zabrałem Quebo na spacer. Siedziałem jeszcze w domu pół godziny, gdy wróciliśmy. Podczas tego trochę posprzątałem, w końcu trzeba było zbierać się jednak do pracy. Założyłem kurtkę i buty, po czym wyszedłem zamykając dom.


Pojechałem prosto do prosektorium, musiałem dowiedzieć się, co było tak naprawdę przyczyną śmierci kobiety, którą znaleźli w rzece wczoraj.
Okazało się że miała zmiażdżoną czaszkę, ktoś musiał przywalić jej czymś metalowym w głowę i wrzucił do wody. Co gorsza mordercy nadal nie znaleziono, nawet nie ma podejrzanych.
Stałem już na zewnątrz, było chłodno. Zima zbliża się wielkimi krokami, niedługo zapewne zacznie padać śnieg. Stałem przed budynkiem na schodach, siedząc na jednym z nich. Patrzałem w swoje dłonie, nawet nie zauważyłem przechodzących obok mnie ludzi i to dość sporej grupy. Dopiero z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos.
- Nie siedź tak długo bo wilka dostaniesz. - podniosłem wzrok, ujrzałem lekko uśmiechniętą Alice. - Cześć. - dalej się uśmiechała.
- Hej... - odwzajemniłem uśmiech i wstałem.
- Co taki zmartwiony? - spytała.
Westchnąłem ciężko.
- Znaleźliśmy zwłoki młodej kobiety w rzece. Jak się okazało miała zmiażdżoną czaszkę, ktoś przywalił jej czymś metalowym w głowę. Najgorsze jest to, że nie mamy nawet podejrzanych. - przejechałem dłonią po włosach.
- Nieciekawie... - skrzywiła się. - Nie martw się, na pewno go znajdziecie... - pogłaskała mnie po ramieniu.
- Mam nadzieję. - westchnąłem. - Co tu robisz?
- Przyszyliśmy "oglądać" laboratorium", zobaczyć jak się tu pracuje. - wyjaśniła.
Lekko skinąłem głową, dalej się jej przyglądając.
- Masz czas wieczorem? - spytałem. - Moglibyśmy wybrać się na łyżwy. - zaproponowałem. - Jeśli miałabyś ochotę oczywiście. - dodałem.
Alice?
Okazało się że miała zmiażdżoną czaszkę, ktoś musiał przywalić jej czymś metalowym w głowę i wrzucił do wody. Co gorsza mordercy nadal nie znaleziono, nawet nie ma podejrzanych.
Stałem już na zewnątrz, było chłodno. Zima zbliża się wielkimi krokami, niedługo zapewne zacznie padać śnieg. Stałem przed budynkiem na schodach, siedząc na jednym z nich. Patrzałem w swoje dłonie, nawet nie zauważyłem przechodzących obok mnie ludzi i to dość sporej grupy. Dopiero z zamyślenia wyrwał mnie znajomy głos.
- Nie siedź tak długo bo wilka dostaniesz. - podniosłem wzrok, ujrzałem lekko uśmiechniętą Alice. - Cześć. - dalej się uśmiechała.
- Hej... - odwzajemniłem uśmiech i wstałem.
- Co taki zmartwiony? - spytała.
Westchnąłem ciężko.
- Znaleźliśmy zwłoki młodej kobiety w rzece. Jak się okazało miała zmiażdżoną czaszkę, ktoś przywalił jej czymś metalowym w głowę. Najgorsze jest to, że nie mamy nawet podejrzanych. - przejechałem dłonią po włosach.
- Nieciekawie... - skrzywiła się. - Nie martw się, na pewno go znajdziecie... - pogłaskała mnie po ramieniu.
- Mam nadzieję. - westchnąłem. - Co tu robisz?
- Przyszyliśmy "oglądać" laboratorium", zobaczyć jak się tu pracuje. - wyjaśniła.
Lekko skinąłem głową, dalej się jej przyglądając.
- Masz czas wieczorem? - spytałem. - Moglibyśmy wybrać się na łyżwy. - zaproponowałem. - Jeśli miałabyś ochotę oczywiście. - dodałem.
Alice?
Komentarze
Prześlij komentarz