Od Alice do Willa
Zamknęłam oczy i odwzajemniłam gest. Chłopak objął mnie a nasz pocałunek stał się nagle bardzo namiętny i dziki. (xd) Tak bardzo tęskniłam za tym uczuciem, za jego ustami na moich, za jego zapachem, ciepłem. Za nim. Teraz byłam już z nim. Przytuliłam go mocno.
- Kocham Cię Will. Tak bardzo Cię kocham. -w końcu rozpłakałam się. Ale chłopak pocieszał mnie szepcąc do ucha i głaszcząc mnie po włosach i plecach.
- Ja Ciebie też kocham.
***
Pojechaliśmy moim autem (a raczej autem mojej mamy) prosto do domu Willa. Chłopak poszedł się myć, a ja nakarmiłam Quebo i przygotowałam ogromną kolację dla Willa, oraz apteczkę, aby opatrzyć jego rany. Psiak był bardzo głodny i zjadł 3 puszki karmy naraz, chciał więcej, ale to by było niebezpieczne dla jego zdrowia.
- Dopiero za kilka godzin możesz dostać kolejną porcję kochany. -pocałowałam go w czoło, a on zapiszczał usiadł na swoje legowisko nieco obrażony.
Pokręciłam głową z uśmiechem. Nagle w drzwiach salonu stanął Will, był tylko w ręczniku zasłaniającym dolne partie jego ciała. Z trudem zrobiłam kilka oddechów i odwracając glowę od niesomiwtego ciała chłopaka (w dodatku jeszcze mokrego) spojrzałam na stół.
- Zrobiłam kolację, pewnie jesteś bardzo głodny. Ale wpierw opatrzę Twoje rany.
Will posłał mi swój mega pociągający uśmiech i podszedł do mnie. Zrobiło się tak bardzo gorąco. Schylił się i wyszeptał
- Dobrze, aniołku. -jego oddech łaskotał mnie w szyję.
Opanowałam drżenie i ruszyłam do apteczki.
***
Godzinę później Will był już opatrzony, jednak nie miał apetytu i nie zjedliśmy kolacji. Ogrzalismy się przy kominku. Chłopak opowiedział mi co pamientał z ostatnich dwóch tygodni. Przechodziły mnie ciarki od tych opowieści. Było mi tak bardzo przykro, że tyle cierpiał.
Will?
- Kocham Cię Will. Tak bardzo Cię kocham. -w końcu rozpłakałam się. Ale chłopak pocieszał mnie szepcąc do ucha i głaszcząc mnie po włosach i plecach.
- Ja Ciebie też kocham.
***
Pojechaliśmy moim autem (a raczej autem mojej mamy) prosto do domu Willa. Chłopak poszedł się myć, a ja nakarmiłam Quebo i przygotowałam ogromną kolację dla Willa, oraz apteczkę, aby opatrzyć jego rany. Psiak był bardzo głodny i zjadł 3 puszki karmy naraz, chciał więcej, ale to by było niebezpieczne dla jego zdrowia.
- Dopiero za kilka godzin możesz dostać kolejną porcję kochany. -pocałowałam go w czoło, a on zapiszczał usiadł na swoje legowisko nieco obrażony.
Pokręciłam głową z uśmiechem. Nagle w drzwiach salonu stanął Will, był tylko w ręczniku zasłaniającym dolne partie jego ciała. Z trudem zrobiłam kilka oddechów i odwracając glowę od niesomiwtego ciała chłopaka (w dodatku jeszcze mokrego) spojrzałam na stół.
- Zrobiłam kolację, pewnie jesteś bardzo głodny. Ale wpierw opatrzę Twoje rany.
Will posłał mi swój mega pociągający uśmiech i podszedł do mnie. Zrobiło się tak bardzo gorąco. Schylił się i wyszeptał
- Dobrze, aniołku. -jego oddech łaskotał mnie w szyję.
Opanowałam drżenie i ruszyłam do apteczki.
***
Godzinę później Will był już opatrzony, jednak nie miał apetytu i nie zjedliśmy kolacji. Ogrzalismy się przy kominku. Chłopak opowiedział mi co pamientał z ostatnich dwóch tygodni. Przechodziły mnie ciarki od tych opowieści. Było mi tak bardzo przykro, że tyle cierpiał.
Will?
Komentarze
Prześlij komentarz