Od Willa do Alice
Nagle do dziewczyny zadzwonił telefon, zmuszona była się zatrzymać.
- Halo? - zapytała zdyszana.
- Ali, mam złe wieści. - powiedział chłopak.
- Matt? Skąd masz mój numer? - zmarszczyła lekko brwi.
- Mam pamięć do liczb. - wyjaśnił. - Słuchaj, wróciłem na komendę - wywiesili akt zgonu na Willa. Dzwoniłem do jego rodziny - nie mają nic przeciwko. Spakowali jego rzeczy, nie ma kto ich odebrać a mi nie pozwalają. - powiedział na jednym tchu.
- CO?! - oburzyła się. - Will nie umarł! On nigdy by was nie zostawił! Szukałby was! - krzyczała do słuchawki ze złami w oczach.
Nie słuchając dłużej chłopaka rozłączyła się i ruszyli z Quebo dalej.
***
Nie wiem ile dni minęło, straciłem rachubę czasu. Wszystkie myśli, nadzieje, marzenia poszły się jebać. Już kompletnie nic nie miało sensu. Byłem na skraju wyczerpania. Codziennie wstrzykiwali mi coś, co coraz bardziej mnie niszczyło. Chyba już się poddałem. Nie byłem już świadomy tego, co się dzieje. Wiem, że gdzieś mnie ciągnęli po podłodze jak worek na śmieci, posadzili na niewygodnym krześle, skrępowali ręce i znów coś wstrzyknęli. Nim odpłynąłem zdążyłem się rozejrzeć, było tu kilka osób z czarnymi workami na głowach, kiedy straciłem przytomność taki również założyli mi.
***
Alice weszła po cichu do środka, uprzednio prosząc Quebo aby nie szczekał, ponieważ muszą być bardzo cicho. Owczarek miał to do siebie, jakby rozumiał ludzkie słowa. Ani razu nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Szedł w tempie Ali blisko jej nóg i rozglądał się, będąc w razie czego gotów do ataku, aby bronić dziewczynę. Szli ciemnym, wąskim korytarzem, aż w końcu weszli na dużą salę, gdzie stopniowo zaczęły zapalać się słabe lampy. W końcu ujrzała 6 osób, siedzących na tych samych fotelach, w takich samych workach na głowach - teraz wszyscy byli identyczni, różnili się tylko delikatnie strojem. Nagle rozległ się głos z głośników.
- Wiedzieliśmy, że w końcu się tu zjawisz. - powiedział gruby, męski głos. - Przed tobą jest 6 mężczyzn, każdy siedzi na krześle. Na szyi mają stryczki. Chcesz uratować Williama? Nic trudniejszego. Masz jedną próbę, aby zgadnąć, który to on. Jeśli ci się nie uda - wszyscy zawisną. I nawet nie próbuj używać psa, bo od razu wszyscy padną. - powiedział stanowczo. - Czas też ograniczony. - dodał. - Domyśl się ile go masz. Ciekawe jak zareaguje, że wszyscy bez problemu go uśmiercili, nawet nie próbowali go szukać. Zabawne. - po tym już się nie odzywał.
Ali?
Komentarze
Prześlij komentarz