Od Willa do Alice
Ocknąłem się po... sam nie wiem ilu. Zupełnie nie wiedziałem też gdzie jestem. Pomieszczenie bylo ciemne, przypominało piwnicę, nie bylo tu żadnych okien. Leżałem na zimnej podłodze - próbowałem wstać, okazało się to jednak dużym błędem. Prawdopodobnie miałem złamane żebra i Bóg wie co jeszcze. Pamiętam wypadek, ale co potem się działo? Nagle usłyszałem męskie głosy, które z każdą chwilą były coraz bliżej. Nagle ciężkie drzwi z piskiem się otworzyły, a ja ich ujrzałem. Jednego znałem. Był to Hubert, ten, którego przyłapali na posiadaniu narkotyków, przez co wyrzucili go z uczelni i twierdził, że to ja na niego odniosłem co bylo absolutną bzdurą. Ja nawet nie wiedziałem że on takie cos posiada.
Stanęli przede mną, znajomy chłopak uśmiechał się szyderczo.
- Mówiłem że jeszcze się spotkamy, Will. - powiedział oficjalnym tonem.
Garnitur, obok najwyraźniej sługus - niezły hrabia się z niego zrobił. Pewnie zainteresował się mafią narkotykową.
- Jeszcze się nie boisz? - spytał nie zmieniając wyrazu twarzy.
- Gowno mi mozesz zrobic. - warknalem.
- Ach tak? - zupełnie nie przejął sie moim tonem.
Po chwili z całej siły kopnął mnie w brzuch, co bylo zabójczym bólem, patrząc na to, że miałem złamane żebra. Poprawił marynarkę i wyszło a ja starałem się złapać oddech, w oczach miałem łzy.
***
Wieczorem ktoś zapukał do domu Alice, był to Matt.
- Znaleźliście go?! - spytała w nadziei.
- Nie. - westchnął. - Mogłabyś zająć się Quebo? Okazało się że moja zona ma sporą alergię na sierść, a nie chcę wywozić go policyjnego schroniska, koszmarnie by to zniósł. - powiedział, trzymając owczarka na smyczy. Nie machał tez ogonem, jak zawsze na widok Ali. Teraz ogon miał spuszczony nisko, podobnie z uszami. Był smutny, nie chciał jeść.
Ali?
Komentarze
Prześlij komentarz