Od Willa do Alice

Spojrzałem na nią przekrwionymi oczami, nie mogłem nic zrobić, ponieważ dalej miałem związane ręce. Przeniosłem wzrok na wiszące osoby, zrobiło mi się jeszcze bardziej przykro. Bardzo możliwe że mieli rodziny, dom... A teraz nie mają już nic. Wiszą bezwładnie, już nie cierpią. Spojrzałem na Quebo, który patrzal na mnie machajac zadowolony ogonem, później próbował przegryźć liny na moich nadgarstkach. Alice mu pomogła i pozbyli się ich.
- Mozesz wstać? - spytała dziewczyna, pociągając lekko nosem.
Zamknąłem na chwilę oczy, nie chciałem się przyznać, że jestem za słaby. Zacsisnąłem dłonie na krześle i podniosłem się, zaciskając zęby. Nagle z góry zleciała jakąś kartka, Quebo podał mi ją. Widząc swoje czarno-białe zdjęcie i tekst zgonu zaświstało mi w głowie.
- Nikt cię nawet nie szukał, zgodzili się na łatwy układ - nie ma go, pozbądźmy się problemu.
Nie chcąc słuchać go dalej, zgniotłem kartkę i upuściłem ją. Nagle poczułem się, jakbyśmy byli tu sami, spojrzałem na Ali czując na sobie jej wzrok.
- Przykro mi... - Pogłaskała mnie po głowie. - Ja cię szukałam... - Jej dolna warga drżała.
- Tęskniłem za tobą... tak bardzo tęskniłem. - szepnalem i zalczylem nasze usta w pocałunku

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Od Willa do Alice

Od Willa do Alice

Od Alice do Willa