Od Willa do Alice

- Hej skarbie. - uśmiechnąłem się. - Każdy mój poranek mógłby tak wyglądać. - zamruczałem zadowolony.
- Mój też. - odwzajemniła uśmiech. - Wyspałaś się? - spytałem patrząc jej w oczy i odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- Bardzo, a ty? - wyglądała na zadowoloną, ja też taki byłem. Byłbym jeszcze bardziej, gdybym mógł budzić się tak każdego dnia.
- Jak nigdy. - uśmiechnąłem się.
Po dłuższej chwili miziania musieliśmy wstać. Tak jak wieczorem wzięliśmy po kolei prysznic i ubraliśmy się.
- Mam nadzieję że twój tata nie będzie robił ci znów wyrzutów? - spytałem niepewnie kiedy jedliśmy razem śniadanie.
- Napisałam że nocuję u Emily, nie powinien. - wyjaśniła a ja skinąłem głową. - Skoro już o nich mowa, powinnam wracać. - westchnęła smutno.
- Zaraz będę jechał do pracy, podrzucę cię. - zaproponowałem a ona się zgodziła.
Tak jak powiedziałem, po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samochodzie. Kiedy byliśmy pod jej domem porządnie i długo się żegnaliśmy. W końcu jednak zniknęła w budynku, a ja pojechałem do pracy.
***
Do później pory siedzieliśmy na miejscu zbrodni w lesie za miastem, była tam absolutna masakra. Kiedy w końcu już się w miarę "ogarnęliśmy" mogłem wsiąść w samochód i wrócić do domu. Jak to w jesień, było już ciemno jak w środku nocy. Jedyne światło obecnie dawały mi światła samochodu, które oświetlały drogę przede mną.
Podobny obraz
Nie jechały tędy obecnie żadne auta, a więc czułem dziwne dreszcze, bo zdecydowanie mogliby w tym miejscu nagrywać horrory z mordercą kierowców czy coś. Jechałem dość szybko, chcąc się wyrwać z otaczających mnie lasów, ale też nie przesadzałem z prędkością, bo wiedziałem że to niebezpieczne. A jakby nie było mam dla kogo żyć. Dla Alice. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem do niej.
- Hej misiu. - powiedziała od razu, szybko odbierając. - Właśnie miałam do ciebie dzwonić. - dodała.
- No proszę. - uśmiechnąłem się. - Co powiesz na kino? Podjadę po ciebie.
- Super. - niemal słyszałem jej uśmiech. - Za ile będziesz?
- Jestem jeszcze za miastem, więc myślę że około 20 minut. - odpowiedziałem.
- Dobra, będę czekać. Tęsknię. - cmoknęła do telefonu.
- Ja bardziej. - zrobiłem to samo. - Pa.
- Paa. - rozłączyła się.
Zdążyłem odłożyć telefon do "szufladki" pod radiem auta i wtedy nagle nie wiem co się stało, auto wjechało na coś, jakby na skocznię - raczej nie było to zwierzę. Przy wpływie prędkości wyleciałem lekko w powietrze, a w tedy auto spadło bokiem i przeturlało się kilka razy po drodze i ostatecznie skończyło na dachu. 
Obraz był rozmazany i jakiś spowolniony, tak samo dźwięki. Jedyne co widziałem to kawałek oświetlonej drogi, ale naprawdę kawałeczek, czułem potworny ból. Widziałem krew. Kawałki szkła. I jeszcze raz ból. Później zobaczyłem w strudze światła czyjeś nogi, chwilę po tym straciłem przytomność.
* * *
- Halo, Alice? - spytał Matt, dzwoniąc z mojego telefonu, kiedy był w samochodzie.
- Taak, kim pan jest? Skąd ma pan telefon Willa? - spytała lekko zaniepokojona.
- Tak, właśnie. - westchnął ciężko. - Jestem jego kolegą z pracy. Will miał... wypadek. - powiedział z trudnością.
- CO?! - wypiszczała. - Nic mu nie jest?! - spytała spanikowana.
- Właśnie... - nie dała mu dokończyć.
- Gdzie? Zaraz przyjadę!
Matt podał mu miejsce, Ali była tam już po kilkudziesięciu minutach. Dość dużo światła dawały auta policyjne itp. Dzięki czemu dziewczyna zobaczyła zmasakrowany samochód.
Znalezione obrazy dla zapytania dachowanie auta
- Gdzie Will? - spytała chłopaka, który przedstawił się jej jako Will. Jej głos drżał.
- Właśnie... nie dałaś mi wtedy dokończyć. Will... zniknął, jesteśmy niemal pewni że to był wypadek spowodowany umyślnie.
- To znacz-y? - głos jej się załamywał.
- Czyli, że ktoś chciał, aby coś mu się stało i doprowadził do wypadku. I ci ludzie go uprowadzili. - westchnął. - Najgorsze jest to, że nie ma żadnych śladów.
Nagle podszedł do nich Owen. Nie mieliśmy dobrych kontaktów.
- Na twoim miejscu nie łudził się nadzieją. Raczej nie przeżył takiego wypadku. - powiedział do niej chłodno, a w jej oczach były już łzy.
- Owen zamknij się! - warknął na nią Matt. - Zrobimy wszystko, żeby go znaleźć. - dodał.
- Jasne, wszystko. - burknął. - Szkoda samochodu. - spojrzał na drogi, sportowy samochód.
- Szkoda człowieka! - podniósł głos.
Ten tylko wzruszył ramionami i wcisnął Julii moją kurtkę, która była w samochodzie i telefon. Akurat się odblokował i widniała tam tapeta, na której bylem ja i Ali, szybka była zbita przez wypadek.

Ali?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Od Willa do Alice

Od Willa do Alice

Od Alice do Willa