Od Willa do Alice
- Hej skarbie. - uśmiechnąłem się. - Każdy mój poranek mógłby tak wyglądać. - zamruczałem zadowolony.
- Mój też. - odwzajemniła uśmiech. - Wyspałaś się? - spytałem patrząc jej w oczy i odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- Bardzo, a ty? - wyglądała na zadowoloną, ja też taki byłem. Byłbym jeszcze bardziej, gdybym mógł budzić się tak każdego dnia.
- Jak nigdy. - uśmiechnąłem się.
Po dłuższej chwili miziania musieliśmy wstać. Tak jak wieczorem wzięliśmy po kolei prysznic i ubraliśmy się.
- Mam nadzieję że twój tata nie będzie robił ci znów wyrzutów? - spytałem niepewnie kiedy jedliśmy razem śniadanie.
- Napisałam że nocuję u Emily, nie powinien. - wyjaśniła a ja skinąłem głową. - Skoro już o nich mowa, powinnam wracać. - westchnęła smutno.
- Zaraz będę jechał do pracy, podrzucę cię. - zaproponowałem a ona się zgodziła.
Tak jak powiedziałem, po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samochodzie. Kiedy byliśmy pod jej domem porządnie i długo się żegnaliśmy. W końcu jednak zniknęła w budynku, a ja pojechałem do pracy.
- Mój też. - odwzajemniła uśmiech. - Wyspałaś się? - spytałem patrząc jej w oczy i odgarniając kosmyk włosów za ucho.
- Bardzo, a ty? - wyglądała na zadowoloną, ja też taki byłem. Byłbym jeszcze bardziej, gdybym mógł budzić się tak każdego dnia.
- Jak nigdy. - uśmiechnąłem się.
Po dłuższej chwili miziania musieliśmy wstać. Tak jak wieczorem wzięliśmy po kolei prysznic i ubraliśmy się.
- Mam nadzieję że twój tata nie będzie robił ci znów wyrzutów? - spytałem niepewnie kiedy jedliśmy razem śniadanie.
- Napisałam że nocuję u Emily, nie powinien. - wyjaśniła a ja skinąłem głową. - Skoro już o nich mowa, powinnam wracać. - westchnęła smutno.
- Zaraz będę jechał do pracy, podrzucę cię. - zaproponowałem a ona się zgodziła.
Tak jak powiedziałem, po kilkunastu minutach siedzieliśmy już w samochodzie. Kiedy byliśmy pod jej domem porządnie i długo się żegnaliśmy. W końcu jednak zniknęła w budynku, a ja pojechałem do pracy.
***
Do później pory siedzieliśmy na miejscu zbrodni w lesie za miastem, była tam absolutna masakra. Kiedy w końcu już się w miarę "ogarnęliśmy" mogłem wsiąść w samochód i wrócić do domu. Jak to w jesień, było już ciemno jak w środku nocy. Jedyne światło obecnie dawały mi światła samochodu, które oświetlały drogę przede mną.

Nie jechały tędy obecnie żadne auta, a więc czułem dziwne dreszcze, bo zdecydowanie mogliby w tym miejscu nagrywać horrory z mordercą kierowców czy coś. Jechałem dość szybko, chcąc się wyrwać z otaczających mnie lasów, ale też nie przesadzałem z prędkością, bo wiedziałem że to niebezpieczne. A jakby nie było mam dla kogo żyć. Dla Alice. Chwyciłem telefon i zadzwoniłem do niej.
- Hej misiu. - powiedziała od razu, szybko odbierając. - Właśnie miałam do ciebie dzwonić. - dodała.
- No proszę. - uśmiechnąłem się. - Co powiesz na kino? Podjadę po ciebie.
- Super. - niemal słyszałem jej uśmiech. - Za ile będziesz?
- Jestem jeszcze za miastem, więc myślę że około 20 minut. - odpowiedziałem.
- Dobra, będę czekać. Tęsknię. - cmoknęła do telefonu.
- Ja bardziej. - zrobiłem to samo. - Pa.
- Paa. - rozłączyła się.
Zdążyłem odłożyć telefon do "szufladki" pod radiem auta i wtedy nagle nie wiem co się stało, auto wjechało na coś, jakby na skocznię - raczej nie było to zwierzę. Przy wpływie prędkości wyleciałem lekko w powietrze, a w tedy auto spadło bokiem i przeturlało się kilka razy po drodze i ostatecznie skończyło na dachu.
Obraz był rozmazany i jakiś spowolniony, tak samo dźwięki. Jedyne co widziałem to kawałek oświetlonej drogi, ale naprawdę kawałeczek, czułem potworny ból. Widziałem krew. Kawałki szkła. I jeszcze raz ból. Później zobaczyłem w strudze światła czyjeś nogi, chwilę po tym straciłem przytomność.
* * *
- Halo, Alice? - spytał Matt, dzwoniąc z mojego telefonu, kiedy był w samochodzie.
- Taak, kim pan jest? Skąd ma pan telefon Willa? - spytała lekko zaniepokojona.
- Tak, właśnie. - westchnął ciężko. - Jestem jego kolegą z pracy. Will miał... wypadek. - powiedział z trudnością.
- CO?! - wypiszczała. - Nic mu nie jest?! - spytała spanikowana.
- Właśnie... - nie dała mu dokończyć.
- Gdzie? Zaraz przyjadę!
Matt podał mu miejsce, Ali była tam już po kilkudziesięciu minutach. Dość dużo światła dawały auta policyjne itp. Dzięki czemu dziewczyna zobaczyła zmasakrowany samochód.

- Gdzie Will? - spytała chłopaka, który przedstawił się jej jako Will. Jej głos drżał.
- Właśnie... nie dałaś mi wtedy dokończyć. Will... zniknął, jesteśmy niemal pewni że to był wypadek spowodowany umyślnie.
- To znacz-y? - głos jej się załamywał.
- Czyli, że ktoś chciał, aby coś mu się stało i doprowadził do wypadku. I ci ludzie go uprowadzili. - westchnął. - Najgorsze jest to, że nie ma żadnych śladów.
Nagle podszedł do nich Owen. Nie mieliśmy dobrych kontaktów.
- Na twoim miejscu nie łudził się nadzieją. Raczej nie przeżył takiego wypadku. - powiedział do niej chłodno, a w jej oczach były już łzy.
- Owen zamknij się! - warknął na nią Matt. - Zrobimy wszystko, żeby go znaleźć. - dodał.
- Jasne, wszystko. - burknął. - Szkoda samochodu. - spojrzał na drogi, sportowy samochód.
- Szkoda człowieka! - podniósł głos.
Ten tylko wzruszył ramionami i wcisnął Julii moją kurtkę, która była w samochodzie i telefon. Akurat się odblokował i widniała tam tapeta, na której bylem ja i Ali, szybka była zbita przez wypadek.
Ali?
Komentarze
Prześlij komentarz